Aktualności

Gotowi na dwieście i więcej

Niemal 220 km ścigania to nie przelewki, szczególnie jeśli odcinki specjalne wytyczone są w górzystym terenie, a załogi rywalizują samochodami, które mają po 30 i więcej lat. Jak zawodnicy Motul HRSMP przygotowali swoje maszyny do finału sezonu?

Rajd Dolnośląski to najdłuższa runda w tym sezonie historycznego czempionatu. Cała trasa liczy blisko 810 km, z czego ponad 216 km stanowią próby sportowe. Co więcej, siedem z nich zostanie rozegranych po zmroku. Kluczowa jest także stawka. Rywalizacja w okolicach Kłodzka będzie podwójnie punktowana, co ma szczególne znaczenie w kontekście walki o mistrzowskie tytuły. Jednak, by zdobyć punkty, najpierw trzeba dojechać do mety.

Tymoteusz Rogowski (Łada VTFS)

– Przed Rajdem Dolnośląskim nie mieliśmy czasu na to, by jakoś szczególnie przygotować nasz samochód – mówi Tymoteusz Rogowski, tegoroczny debiutant w Motul HRSMP. – Naturalnie zrobiliśmy przegląd po Rajdzie Śląska i nie znaleźliśmy większych awarii i problemów. Wymieniliśmy jedynie przednie sprężyny, bo się po prostu zużyły. Podczas poprzedniej rundy widać było jak mocno nasza Łada „przysiada” przodem na dohamowaniach. To była właśnie wina spracowanych sprężyn – tłumaczy Tymoteusz.

Łada duetu Rogowskich napędzana jest benzynowym silnikiem, który nie ma wtrysku paliwa. Za skład mieszanki paliwowo-powietrznej odpowiadają gaźniki i to one są najbardziej chimerycznym elementem tego auta. – Strojenie gaźników na Rajd Dolnośląski trwało dwa tygodnie. Niełatwo to zrobić. Za każdym razem zmieniamy dysze, żeby dostosować gaźniki do możliwości silnika, ale nie do wszystkich podzespołów mamy specjalistów, którzy pamiętają, jak obsługiwać konstrukcje z lat 80. Dlatego potrzebny jest czas, by połapać się w tym jak ustawić układ zasilania. Na Rajd Dolnośląski nasz silnik będzie ustawiony tak, by miał mocniejszą „górę” – mówi kierowca. – Moim zdaniem w finałowej rundzie najbardziej obciążona będzie właśnie jednostka napędowa, bo naprawdę wyciskamy z niej wszystko. Słabym punktem tych silników są koła zamachowe, ale nie mamy zamiaru się tym przejmować i oszczędzać auta. Chcemy pojechać ten rajd dla przyjemności, niekoniecznie oglądając się na wyniki i czasy – kończy Rogowski.

Robert Luty (Subaru Legacy)

Luty/Celiński to załoga, która do Rajdu Dolnośląskiego przystąpi w roli liderów Historycznej Klasyfikacji Generalnej i faworytów w walce o zwycięstwo w tej kategorii. Ten duet do osiągnięcia celu niekoniecznie potrzebuje wygranej, ale nieukończenie zawodów może skutkować tym, że rywale wyprzedzą ich na ostatniej prostej. W takiej sytuacji kwestia niezawodności samochodu nabiera jeszcze większego znaczenia. – Wiem, że nie musimy zdobyć kompletu punktów, ale z drugiej strony zachowawcza jazda jest najtrudniejsza. Nie planowaliśmy przed Dolnośląskim dużo większego zakresu prac przy samochodzie. Oczywiście zmieniliśmy półosie, żeby wytrzymały jak najwięcej kilometrów. W przypadku tych części musimy dmuchać na zimne, bo to chyba najsłabszy element naszego samochodu – mówi Robert Luty. Na początku sezonu w Subaru Legacy szwankowała także instalacja elektryczna, ale jak mówi kierowca, te problemy to już historia. – Kłopoty z „elektryką” mieliśmy tylko w dwóch pierwszych rundach sezonu. Od Rajdu Polski, odpukać, nie możemy narzekać – optymistycznie podsumowuje lider mistrzostw.

Piotr Zaleski (Porsche 911 SC)

Ubiegłoroczny triumfator Historycznej Klasyfikacji Generalnej przykłada dużą wagę do przygotowania swoich rajdówek. Potwierdzeniem tej tezy jest fakt, że tegoroczny Rajd Rzeszowski był pierwszą rundą Motul HRSMP, której Zaleski nie ukończył. A zdecydował o tym drobiazg – pasek klinowy za 10 zł, jak wyjaśniał kierowca. Przed Rajdem Dolnośląskim Porsche, którym pojedzie załoga Zaleski/Szadkowski zostało dokładnie przejrzane i przygotowane.

Faktycznie, sporo zrobiliśmy przy samochodzie, natomiast prace nie wiązały się z dużymi zmianami. Skupiliśmy się na detalach związanych z niezawodnością. Mam tu na myśli wszystkie kwestie eksploatacyjne. Znaleźliśmy m.in. jakiś cieknący simering czy pęknięcie układu wydechowego – opowiada Zaleski. – Największą zmianą miała być nowa skrzynia biegów, przygotowana specjalnie na ten rajd. Jednak po tym jak ją zamontowaliśmy w samochodzie, okazało się, że ta nowa przekładnia nie jest idealna. Pierwszy i drugi bieg nie działały właściwie, zupełnie jakby nie były zsynchronizowane. Wróciliśmy zatem do „starej” skrzyni, ale mamy nowe sprzęgło. Jest “ostrzejsze” i ma mniejszy poślizg, a także pozwala na szybszą zmianę biegów – opowiada Piotr. Siedem odcinków Dolnośląskiego będzie rozegranych już po zmroku, więc Zaleski zwrócił też uwagę na ten aspekt. – Używamy oświetlenia pochodzącego z epoki naszego samochodu, ale poprawiliśmy je, żeby było skuteczne podczas nocnych odcinków – mówi. W kontekście obciążenia samochodu kierowca bierze pod uwagę także warunki pogodowe. – Jeżeli będzie padać, to w kość dostanie blokada mechanizmu różnicowego, a sprawnie działająca szpera jest istotna na śliskiej nawierzchni – kończy mistrz Polski.

Marek Suder (Ford Sierra)

– Nasz samochód został gruntownie przejrzany, a największy przegląd robiliśmy jeszcze przed sezonem. Na Rajd Dolnośląski zabieramy sporo części, bo przy tej liczbie kilometrów oesowych wiele elementów może okazać się potrzebnych – zaczyna Marek Suder. Kierowca Forda w barwach zespołu Mariana Bublewicza przykłada dużą wagę do profilaktyki. – Miewaliśmy kłopoty z półosiami, więc na ostatnią rundę założyliśmy nowe. Rok temu nie ukończyłem Rajdu Dolnośląskiego przez problemy z hamulcami, więc im też poświęciliśmy sporo uwagi, szczególnie że ten rajd będzie bardzo wymagający dla układu hamulcowego. Wymieniliśmy wiele drobnych części, nawet takich, które teoretycznie jeszcze były OK. Starałem się przewidzieć potencjalne usterki i pod tym kątem wymieniać różne elementy – kończy Suder.

Jerzy Skrzypek (Fiat Ritmo Abarth)

– Dokładniejsze poprawki wprowadziliśmy tylko w kwestii oświetlenia. Sześć oesów po zmroku bez dobrych świateł? To byłaby mordęga – mówi w swoim stylu Jerzy Skrzypek, lider klasyfikacji FIA 4/J1. – Nasza rajdówka wcale nie jest zmęczona sezonem Warto podkreślić, że w czasach, z których pochodzą samochody startujące w Motul HRSMP, rajdy miały po 3 tys. km. Dlatego dziś 216 km oesowych nie powinno robić wrażenia. Nie sądzę zatem, żeby nasze auta wymagały niesamowitych nakładów pracy przed Rajdem Dolnośląskim. One ten rajd wytrzymają – deklaruje Skrzypek. – Najbardziej obciążone będą hamulce. W górach będzie sporo fragmentów prowadzących w dół, z następującymi po sobie hamowaniami z dużych prędkości, więc to wystawi układy na próbę – diagnozuje kierowca Fiata Ritmo.

Rajd Dolnośląski odbędzie się w dniach 4-6 października i będzie ostatnią rundą tegorocznej odsłony Motul Historycznych Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski. Organizatorzy przygotowali trasę o długości ponad 800 km, z czego 216 km to łączny dystans 19 odcinków specjalnych.

Do najlbliższej rundy

Rajd Świdnicki-Krause
Motul HRSMP