Aktualności

Przez okulary koordynatora: przed Rajdem Dolnośląskim

Rajd Dolnośląski, to runda która zawsze gromadziła na starcie najmocniejszą i najliczniejszą stawkę zawodników HRSMP. Tegoroczny 52. Rajd Dolnośląski jak zwykle zapowiada się imponująco. Jedziemy 120 km niezwykle trudnych technicznie oesów i sporo, bo 475 km dojazdówki. Harmonogram jest bardzo napięty, a łączna długość trasy rajdu to niespełna 600 km (ponad dwa razy tyle, co na Rajdzie Świdnickim). Na szczęście organizator przewidział cztery serwisy o łącznym czasie dwóch godzin i siedem tankowań.

Rajd będzie jednak odbywał się pod dużą presją czasu. Jak na rajd historyczny przystało, zgodnie z wieloletnią rajdową praktyką impreza w znacznej mierze rozegra się na dojazdówkach. Kto dojedzie o czasie na PKC i na start do kolejnego odcinka, ten ma szansę. Kto nie będzie oszczędzał samochodu może przegrać rajd nie osiąganymi czasami na oesach, ale łapiąc karne minuty za spóźnienia. Jakakolwiek, nawet drobna awaria w drodze do serwisu lub na start do kolejnego odcinka może przekreślić szanse na dobry wynik lub wprost wyeliminować załogę z rajdu.
Będzie ciekawie, bo to pierwszy taki rajd dla HRSMP. Dotychczas łapanie kar czasowych należało do rzadkości, a na Dolnośląskim ryzyko spóźnienia jest większe niż w którymkolwiek z dotychczasowych rajdów cyklu. To przywodzi na myśl podstawową różnicę między rajdami a wyścigami. Na wyścigach liczy się tylko czas przejazdu trasy, na odcinkach pokonywanych z pomiarem czasu przejazdu. W rajdach ważny jest również czas na tych odcinkach trasy, które jedziemy wg normalnych zasad ruchu drogowego i gdzie nie mierzy się załodze czasu przejazdu, a jedynie daje jej limit czasowy na dojazd do kolejnego PKC. Niby prawie to samo, a jednak na długim rajdzie gdzie pokonamy łącznie prawie 600 km, a niektóre dojazdówki mają prawie 70 km, „prawie” robi wielką różnicę.

Sprawdzimy, czy potrafimy nie tylko jeździć szybko i ofensywnie, ale również czy nie obca jest nam rajdowa taktyka. Wcisnąć pedał do podłogi potrafi każdy domorosły „uliczny rajdowiec”, ale skalkulować gdzie przyspieszyć, a gdzie zwolnić, by przejechać wszystkie odcinki w dobrym czasie, dotrzeć na metę i jeszcze pokonać konkurentów – to cecha najlepszych kierowców. Oddalona strefa tankowania, czy strefa serwisowa dopiero po 60–70 km od mety oesu stawiają przed zawodnikami i serwisem dodatkowe wyzwania. Dojechać 10 czy nawet 15 km bez ładowania, bez płynu w chłodnicy lub na jednym biegu czy na dwóch cylindrach to jedno, ale dojechać tak 70 km – to zupełnie inna bajka. Logistyka, taktyka i niezawodność naszych samochodów będą poddane trudnej próbie.
Jak wiadomo zwycięzcy są na mecie, więc nawet jeśli wygrałeś wszystkie oesy i pech cię dopadł przed ostatnim PKC–em na dojazdówce, to cały twój wynik poszedł na marne, a punkty i puchary dostanie konkurencja, która lepiej skalkulowała ryzyko i wiedziała ile i gdzie odpuścić.

Historia taktyki rajdowej jest tak stara jak same rajdy. Niektóre z nich mają nawet swoje żargonowe i żartobliwe nazwy. Jak ujął to jeden z naszych zawodników o wielkim, kilkudziesięcioletnim doświadczeniu rajdowym są trzy podstawowe taktyki rajdowe:

– „Na padlinę” – czyli jedziemy swoje i czekamy aż któryś z konkurentów z takich czy innych powodów odpadnie;

– „Na sępa” – czyli tak jak „na padlinę”, ale co któryś odcinek przyspieszamy zmuszając konkurentów do jeszcze bardziej ryzykownej jazdy;

– „Na zbója” – czyli od początku jedziemy pełnym ogniem tłukąc kogo się da oraz licząc na to, że dzięki temu spora część konkurentów zostanie padliną.

Choć określenia są rubaszne i żartobliwe, sprawa jest jednak bardzo poważna i na Dolnośląskim okaże się czy potrafimy kalkulować ryzyko i jechać nie tylko „nogą” ale również „głową”. Okaże się czy potrafimy rozgrywać rajd taktycznie i kto zostanie „sępem”, kto „zbójem”, a kto tylko „padliną”.

Dolnośląski będzie trzecią z siedmiu rund Motul HRSMP 2018, więc wyniki będą potencjalnie decydujące dla klasyfikacji rocznej Historycznej Klasyfikacji Generalnej do której liczą się wszystkie rundy bez jakichkolwiek odliczeń. Choć do końca ostatniego rajdu sezonu nic nie będzie przesądzone, to jednak czołówka, która zdobędzie po Dolnośląskim silną pozycję w generalce łatwo sobie już jej nie da odebrać. Będzie bardzo kolorowo, ciekawie i emocjonująco.

Zawodnikom życzę mety i „garnków”, a kibiców serdecznie zapraszam do naszego parku serwisowego i na trasy 52. Rajdu Dolnośląskiego. Gwarantuję niezapomniane sportowe emocje jakie dają samochody rajdowe z lat, 60., 70., 80. i 90. Takiej plejady wspaniałych rajdowych od „Królowej Szos” – Syreny 104, którą jeździł Marek Varisella, przez Saaba 96 V4 Stiga Blomqvista, Subaru Imprezy 555 Colina McRae, czy Forda Sierry Cosworth jaką dosiadał Marian Bublewicz nie zobaczycie gdziekolwiek indziej w Polsce – tylko w Motul HRSMP.

Z rajdowym pozdrowieniem
Koordynator Rajdów Historycznych PZM
(i zawodnik Motul HRSMP 2018)
Mirosław Miernik

Do najlbliższej rundy

Rajd Wisły
Motul HRSMP