Aktualności

Żniwo Dolnośląskiego

Rajdy to nie tylko walka o ułamki sekund i smak szampana na podium, ale także ciężka praca mechaników pomiędzy kolejnymi rundami. Zawodnicy Motul HRSMP nie mają łatwego życia – z jednej strony samochody mają już swoje lata i nie są tak wytrzymałe jak najnowsze konstrukcje, a z drugiej jazda za mistrzostwami Polski sprawia, że na asfalcie jest sporo naniesionego piachu, który utrudnia jazdę.

fot. Grzegorz Rybarski

Sytuacja wygląda jeszcze poważniej na szutrze, gdzie nowoczesne czteronapędówki pozostawiają po sobie spore koleiny, co nie tylko wymaga innego stylu jazdy, ale także mocno obciąża historyczne samochody. Jednym z zawodników, który na długo zapamięta łączniki szutrowe na Rajdzie Dolnośląskim jest Piotr Zaleski. Co prawda Porsche 911 dojechało do mety w Zieleńcu i to nawet z trzecim wynikiem w tabeli z czasami, jednak przed kolejną rundą wymagało ono sporo pracy.

–  Porsche mocno dostało w kość na odcinku Duszniki Arena. Mamy silnik z tyłu samochodu i te potężne kamienie, które leżały na łącznikach szutrowych trafiły do komory silnika. Wszystko co znaleźliśmy zostało naprawione i mam nadzieję, że nie będzie więcej niespodzianek, ale to był horror. Poza tym nie przepadam za odcinkami, które wykańczają samochody, bo to nie oto chodzi, aby rajdy były zawodami na najbardziej odporne auto, zwłaszcza że nie ma możliwości omijania dziur czy kamieni. Czteronapędowe samochody jadące przed nami tak niszczą szutrową trasę, że potem zupełnie nie przypominała ona tego, co było na zapoznaniu. Szkoda, bo to wyklucza techniczny aspekt jazdy po oesach – zdradził Zaleski.

Tak duże uszkodzenia silnika w Porsche zdarzyły się załodze po raz pierwszy, pomimo tego, że samochód ma już za sobą ładnych kilka lat startów. – Wszystkie miedziane przewody olejowe, które znajdują się pod samochodem zostały pogniecione. Poza tym kamienie dostały się do układu chłodzenia. W silniku chłodzonym powietrzem jest aluminiowa turbina, w której pod wpływem tych kamieni połamały się żeberka. Pierwszy raz widziałem coś takiego, a startuję tym samochodem już dziewięć lat. Poza tym uderzenia płytą podłogową był bardzo mocne. Co prawda samochód to przetrwał, ale wiele elementów trzeba było prostować. Na ostatnim oesie czułem, że auto nie jedzie już tak jak na początku i mam nadzieję, że żadne dodatkowe awarie nie wyjdą podczas kolejnego rajdu – dodał lider punktacji.

fot. Grzegorz Rybarski

Zaleski nie był jedynym kierowcą, którego samochód wymagał gruntownych napraw po ostatniej rundzie. Załoga Molicki/Molicki, która startuje Ładą 2107 również musiała się przyłożyć do napraw przed Rajdem Nadwiślańskim. – W naszym samochodzie poszła cała przednia belka zawieszenia. Co prawda to może być pokłosie zeszłorocznego Dolnośląskiego, gdzie zapomnieliśmy dociążyć auto przed jedną z hop. Skoczyliśmy i rozwaliliśmy przednie zawieszenie i miskę olejową. Najpewniej wtedy też rozeszła się belka, ale jakoś dojechaliśmy sezon do końca. W tym roku naszym pierwszym rajdem był właśnie Dolnośląski i na tych wszystkich wybojach belka już całkiem się rozeszła. Mieliśmy przez to ogromne problemy z geometrią, bo powiększyły się negatywy i osiem opon poszło do wyrzucenia. Pod koniec rajdu walczyliśmy, żeby w ogóle trafić w drogę. Wyminięcie kogoś na dojazdówce to był wyczyn i w sumie łatwiej się jechało na oesach, gdyż na nich nikogo innego nie ma. Nawet koledzy jadący za nami mówili, że było gołym okiem widać totalną rozbieżność kół w naszym aucie – dodał Witold Molicki.

fot. Jakub Żołędowski

Historyczne samochody nie mają zresztą łatwego życia, nawet jak jeżdżą po równych asfaltach. Od pewnego czasu przekonuję się o tym Paweł Hoffman, który ma powracające problemy ze swoim Saabem 96 V4. Podczas Dolnośląskiego w jego aucie doszło do usterki skrzyni biegów, przez którą niestety nie zobaczymy go na trasie Rajdu Nadwiślańskiego. – Saab na Dolnośląskim nie dostał zbyt mocno w kość, jednak mieliśmy usterkę skrzyni biegów. Konkretnie koła talerzowego przekładni głównej. Problem powraca w naszym samochodzie i w tej chwili jesteśmy na etapie pomiarów i zmian w układzie napędowym. Zmieniliśmy wszystko oprócz szpery, która została przeregulowana na inne wartości. Badamy stopień bicia wszystkich elementów, które teraz montujemy, czyli przegłubów, półosiek i tak dalej. Szukamy przyczyny problemu, co nie jest łatwe, gdyż mój samochód praktycznie nie startuje w Polsce. Co prawda Arek Bielecki ma takiego Saaba, ale on z rzadka jeździ w wyścigach górskich, gdzie w dodatku nie ma takich obciążeń dla układu napędowego. Na pewno wiem, że szpera była zbyt mocno ustawiona, na logikę biorąc nie powinno to wpływać na przeciążenie po stronie przekładni głównej, ale sprawdzamy to i ustawimy inaczej. Ogólnie szutry nam nie straszne, jednak przy dłuższych rajdach nasze historyczne samochody ogólnie dostają w kość i nie jest łatwo – powiedział Paweł Hoffman.

fot. Grzegorz Rybarski

Kłopotów nie uniknęła także Sierra RS Cosworth Marka Sudera i Kuby Matyjewicza, którzy zakończyli przedwcześnie rajd z powodu przegrzanych hamulców. – Mieliśmy małą przygodę, gdyż z powodu przegrzanych hamulców nie udało nam się złożyć do zakrętu i wcisnęliśmy się między drzewa. Powierzchownie auto oberwało całkiem mocno, jednak żaden z ważnych elementów konstrukcji nadmiernie nie ucierpiał. Tak czy inaczej jesteśmy parę dni przed rajdem i jeszcze pracujemy nad samochodem oraz jego karoserią – stwierdził Marek Suder.

Do najlbliższej rundy

Rajd Śląska
Motul HRSMP